Wybija dziesiąta wieczorem. Yating nerwowo przebiera nogami pod szklanym stolikiem.
- To ja już pójdę – mówi zesztywniałym głosem. Już na nią czeka woźnica i koń malowany w serduszka. Wychodzi gubiąc brokatowe pantofelki.
Yating (26) jak zawsze opuszcza naszą prywatkę wcześnie, zgodnie z przykazaniem rodziców. Rodzice i Yating mieszkają razem od chwili urodzenia Yating i mieszkać będą aż do jej zamążpójścia. Wtedy Yating wprowadzi sie do rodziców męża, albo przy odrobinie szczęścia młodemu małżeństwu uda się wynegocjować własne cztery kąty. Ale na razie za wcześnie na śluby, Yating pomyśli o tym jak skończy przynajmniej trzydzieści dwa lata. Na razie od lat kilku spotyka się ze swoim chłopakiem Jianguo (30) w mieście. Idą na kolację, na film, na kawę, do galerii, albo prosto do hotelu miłości i biorą pokój na godziny. Aż do momentu, kiedy wybije dziesiąta.
W domu czekają na nią mama, tata i siostra. Mama już w pokoju przed telewizorem, ojciec z siostrą jeszcze na dole w sklepie. Mini sklep z artykułami pierwszej potrzeby otwarty jest do późna, to ich wspólny rodzinny interes. Yating zmienia ojca na posterunku, siada z siostrą przy ladzie. Siostra, Renpei (16), odrabia zadanie domowe. Sklep jest pusty, ale nie ma co tak wcześnie zamykać, skoro zawsze jeszcze ktoś wpadnie po napój albo zupkę z proszku. A łóżko dokładnie na piętrze nad głową, właściwie to sklep jest częścią domu. Yating podkręca głos w telewizorze.
- Jadłaś? – mama zeszła się przywitać w przerwie na reklamy. – Rozmawiałam ze starym Ma i mówił, że na pewno będą potrzebować kogoś nowego w banku, obiecałam że wpadniesz sama się wypytać.
Yating nie odpowiada. Nie chce pracować w banku. Nie mówi tego głośno, nigdy nie sprzeciwia się matce wprost, postanawia grzecznie przeczekać. Uważana jest za najsłabsze ogniwo rodziny Yang i ma z tego powodu poczucie winy. Za mało wysiłku wkłada we wspólny rodzinny interes, nie realizuje pokładanych w niej nadziei, nie wypełnia swoich psich obowiązków.
Jedenasta, pora na spoczynek. Renpei przysnęła z głową skuloną na dłoniach.
Mieszkanie z rodzicami w dojrzałym wieku dwudziestu sześciu lat jawi się Europejczykowi jako mały horror. Normalny człowiek się wyprowadza, a nie dzieli pokój z dorastającą siostrą codziennie słuchając świeżej porcji matczynych mądrości. W chińskiej kulturze oczywistością jest, że cała rodzina mieszka pod jednym dachem tak długo jak się tylko da.
- Bo tak jest raźniej – irytuje się pytaniem wiozący mnie taksówkarz. – Skoro wszyscy się zmieścimy, czemu mielibyśmy pozwolić na separację?
Yating odgraża się przeprowadzką i choć zarabia swoje własne pieniądze wie, że to nierealne. Albo własny pokój z łazienką z dala od starych, albo brokatowe pantofelki i torebka od Gucciego raz w miesiącu. Zresztą nie wie jak poradzić sobie samej, ogarnąć cotygodniowe pranie i zarządzanie rachunkami. Nikt nigdy tego od niej nie wymagał. Jej chłopak radzi, żeby nie myślała za dużo. Nie ma sie co martwić póki nie ma wyraźnego nacisku na zmianę pracy czy stylu życia ze strony jej żywicieli. Sam przyznaje, że jego potencjalną wyprowadzkę jego własna liczna rodzina odebrałaby jako bolesny policzek. Jego przyszła żona wprowadzi się więc do nich zaraz po ślubie – planuje głośno. Na razie jednak nie ma małżeńskich zamiarów. Najpierw musiałby przedstawić Yating rodzicom i dziadkom, którzy nigdy jej nie widzieli. Ale jeszcze jest wcześnie, po co zawczasu komplikować sytuację – wyjaśnia.

No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu