Jestem w wielkim supermarkecie na jednym z wyższych pięter potężnego drapacza chmur. Chcę zrobić zakupy, wchodzę bez koszyka i nakładam sobie wszystko czego potrzebuję na ręce. Idę w stronę kasy, widzę panią kasjerkę wystukującą cyferki na maszynie liczącej. Moja kolej. Nagle uświadamiam sobie, że nie mam przy sobie portfela. Jest już za późno, żeby uciekać. Kasjerka robi się jakby coraz większa ponad stosem żółtych bananów, który jest na samej górze sterty wynoszonych przeze mnie dóbr. Patrzy na mnie wyczekująco.
To jest chwila – niezdarnym, ale szybkim ruchem wyciągam z kieszeni pistolet i celuję w nią, prosto w jej głowę. Czuję w sobie przypływ mocy. Ludzie z kolejki odsuwają się w milczeniu na bok, nie widzę ich zresztą dobrze ponad moją stertą. Po ziemi toczą sie jabłka. Postraszę ją trochę i umknę – przebiega przeze mnie gorączkowa myśl. Wtem palce moje ześlizgują się i mimowolnie naciskam spust. Kasjerka pada na podłogę z przedziurawioną głową, a ja już biegnę w stronę wielkich schodów i w dół po tych schodach. Szybko, szybko, serce kołacze mi z przerażenia. Nie wierzę, że mnie nie złapią. Pójdę do więzienia. Przede mną czarny tunel.
Mijają dwa dni, nikt mnie nie szuka. Jestem niespokojna. Sama wychodzę z domu, muszę rozładować napięcie. Wpadam na znajomego. Wiem, że o wszystkim wie, czuję że wszyscy dookoła na ulicy wiedzą.
– Szukają mnie? – Pytam ostrożnie.
– O nic się nie martw – mówi do mnie ciepło. – Jeszcze tydzień i sprawa przycichnie. Nikt nie będzie zawracał ci głowy.
Źle mi z tą odpowiedzią, chyba się boję. Telefonuję do B.:
– Co mówią ludzie? Kiedy postawią mnie przed sądem? Czuję się podle. To był wypadek…
– Wyluzuj! Pod sąd może i pójdziesz, ale nic na ciebie nie mają, spokojna głowa. Tylko uważaj na przyszłość, staraj się nie rzucać w oczy.
Idę ulicą i staram się nie rzucać w oczy. Powierzchowni znajomi nawet przestali już mi się kłaniać, jestem jakby przezroczysta. Trochę to boli, ale za to czuję się bezpieczniej. Za to często spotykam starych przyjaciół i cieszę się ze wspólnie spędzanego czasu. Żadne z nich nie wspomina o tym tragicznym incydencie, żeby mi oszczędzić zawirowań emocjonalnych. Tylko czasami ich przyłapuję, jak na mnie patrzą ukradkiem z dziwnym wyrazem twarzy.

No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu