Polskie cztery pory roku były zawsze czymś jak najbardziej oczywistym, wyraźnie od siebie oddzielone wiosna, lato, jesień, zima; lód na jeziorze, kolorowe spadające liście, truskawka w czerwcu i bocian na Mazurach. Rytuał Bożego Narodzenia, bure, za duże zimowe kurtki pełznące po śniegu, odbicie do Wielkanocy i kościół jak zamek w centrum osiedla, a potem tylko odliczanie czasu do wakacyjnych upałów. Nie było żadnego rytmu, rytm był niewidzialny, bo cała moja sytuacja w Polsce była sytuacją wyjściową, zatem każda rzecz i każde zjawisko było światowe i uniwersalne. Po wyjeździe na Tajwan, wiele małych odstępków od tych uniwersalizmów z mego polskiego piedestału zwykło załazić mi za skórę.
Rytm Tajwanu wyznaczają pora deszczowa i pora sucha. Pora deszczowa to tutejsze lato, gdzie zamiast truskawek zbiera się dojrzałe mango i koszula lepi się do ciała nawet po zachodzie słońca. Rytm Tajwanu wyznacza też praca. Podczas gdy młodzi mieszkańcy polskich blokowisk po przyjściu ze szkoły jeżdżą na rowerze albo z przejęciem wybebeszają podwórkowe śmietniki, mali Tajwańczycy po całym dniu rozłąki witają się z rodzicami i idą do łóżek. Bo kiedy wypełnią cały plan szkolnych zajęć, jest już godzina dziewiąta wieczorem. Prywatne i publiczne tajwańskie szkoły zapewniają dzieciom nie tylko edukację, ale je także zapracowanym rodzicom przechowują, zmuszają do odrobienia lekcji, karmią, a przy okazji wdrażają tajniki dyscypliny i posłuszeństwa starszym. Nawet w wakacje małolaty pobierają nauki w tzw. buxibanach, czyli szkołach prywatnych, oferujących zajęcia z matmy, chińskiego czy angielskiego. W kraju, w którym indywidualny czas człowieka w wieku szkolnym mierzy się częstymi egzaminami, nie ma czasu na folgowanie lenistwu. Po definitywnym wyjściu ze szkoły, niemal przez całe życie gonią Tajwańczyka młodzieńcze nawyki etosu pracy w postaci stosu piętrzących się nadgodzin i ciągłego poczucia obowiązku.
Nie ma czasu do stracenia. Tu, na Tajwanie, odpoczynek jest czynem nieprzyzwoitym. A w Polsce? Gorliwa nauka nadal pozostaje aktem wysoce podejrzanym i w momencie, kiedy tajwański student udaje, że jest ciągle zajęty, polski kujon oszukuje kolegę, że woli piwo do książek, żeby nie narazić się na drwiny.
Kiedy Polska śpi, Tajwan pracuje do późna w nocy, a potem wcześnie budzi się i idzie do pracy. Kiedy Polska śni, Tajwan przysypia z otwartymi oczami, żeby propozycja lepszego jutra nie przeszła mu koło nosa.

No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu